Wednesday, October 7, 2009

Mój lot do Monachium i z powrotem


W ostatnią niedzielę (4.10) leciałem do Monachium z Warszawy rejsem LH3313. Lot obsługiwany przez Augsburg Airways, spółkę córkę Lufthansy (w ramach Lufthansa Regional). Linie mają swoją siedzibę właśnie w Monachium i przypominam sobie, że lecąc do Nowego Jorku też z Wrocławia lecieliśmy Augsburg Airways.

Lot z Warszawy miał lekką obsuwę. Odleciał w końcu jakieś 15 minut później niż zaplanowano. Lufthansa częstuje aktualnie na krótkich rejsach kanapką z szynką/serem do wyboru i batonikiem Balisto. Napoje standardowe. Samolot Embraer 195 był zapełniony chyba w całości. Wiele osób również leciało na targi. Wcześniej wygodna odprawa przez check-in kiosk, gdzie można sobie wydrukować kartę pokładową. W ten sposób ominęliśmy spory ogonek do stanowisk LH.

Obsługa na bramkach kontrolnych sympatyczna i uśmiechnięta. Panowie w mundurach nawet żartowali. Wejście na pokład przez rękaw. Z powrotem wysiadaliśmy do autobusów. W Monachium autobusy lotniskowe w obie strony.

Lotnisko w Monachium jak zwykle imponujące, cały czas w rozbudowie. Sympatyczne atrium pomiędzy budynkami. Szkoda, że nie odkryliśmy go ostatnio, kiedy na przesiadkę mieliśmy 3 godziny prawie. Może jeszcze wtedy tego nie bylo...?

Sympatyczna obsługa w wypożyczalni aut. Wszystko świetnie oznaczone. Zwłaszcza zauważalne w drodze powrotnej na lotnisko w Monachium, nawigacja niepotrzebna. Czytelne oznaczenia na autostradach i na lotnisko, i na ostatnią przed lotniskiem stację benzynową, i droga do garaży, gdzie oddaje się auta.

W tym względzie musimy się jeszcze wiele nauczyć. Przykład? Przejście w Warszawie z T1 (przyloty) na T2 przez obskurny (to ostatnio mój ulubiony epitet) łącznik słabo oznaczone. Bagaże anonsowane zbiorczym monitorem na taśmociąg numer 2 wychodzą na czwórce.



Lot powrotny LH3312 (7.10) bez zastrzeżeń. Godzinka dwadzieścia. Wszystko jak w tamtą stronę. Miła pomoc przy drukarce kart pokładowych. Odlatywaliśmy też z końcówki pirsu, jak ponad rok temu do Wrocławia. Stamtąd odlatują chyba wszystkie mniejsze samoloty do polskich miast. Nawet samolot United też stał w tym samym miejscu jak półtora roku temu. Przed przejściem przez kontrolę rozlany był na posadzce jakiś niewidoczny tłuszcz. Łatwo się poślizgnąć. Kobieta która pomagała ludziom w kolejce, kiedy zwrócono jej na to uwagę, powiedziała, że nie jest putzfrau. Dopiero jakiś inny techniczny powiedział, że kogoś zawoła. Takie tam moje obserwacje na temat skazie na niemieckim ordnungu...



Kilka mil mam nadzieję zarobiłem. Najważniejsze, że z Monachium przywiozłem do Warszawy ładną nawet pogodę.

1 comment:

Roberto Galea said...

I like it!