Sunday, November 30, 2014

Lot do Brukseli i z powrotem - na CRL z kibicami






26 listopada udałem się w służbową podróż do Brukseli. To będzie nowe doświadczenie, bo na lotnisko Charleroi (CRL) jeszcze nie leciałem.

Rozterki związane z dojazdem z pracy na lotnisko - czy autobusem Żwirki czy kolejką z centrum - rozwiały się, kiedy okazało się, że podwiezie mnie kierowca, który i tak zabierał na lotnisko innych pracowników. Oznacza to jednak, że będę miał godzinę więcej czasu do zagospodarowania na lotnisku. Może i dobrze się składa, bo zdążę coś zjeść.


Tym razem skorzystałem z baru Flying Bistro na dole w strefie przylotów. Inne bary są już w strefie airside, a z oferty tego jeszcze nie próbowałem. Różnica w cenie i tak żadna. Wybrałem naleśniki po boloński. Smakowały lepiej niż wyglądały. Cena posiłku: ok. 25 zł. Cena butelki wody: 8,90 zł. Można się było tego spodziewać. Rozbój w biały dzień.


























Długa kolejka do oddania bagażu, ale ogonek posuwa się dość szybko. Okienka WizzAir otwarte dla all flights. Dużo osób w kolejce wybiera się do Anglii. Nieco dłużej poszło  z kontrolą bezpieczeństwa. Przede mną facet, który marudził i wstrzymywał kolejkę, bo najpierw nie wyciągnął z pokrowca aparatu a potem komputera.




Oddzielna kolejka do kontroli dla osób z płynami o większej objętości


W kolejce widzę kibiców Legii i coś mi mówi, że będę z nimi na pokładzie. W końcu nazajutrz mecz z Lokeren. Reczywiście pod bramką pojawili się kilkoma grupami. Niektórzy zaczęli rozpijać flaszkę w oczekiwaniu na boarding.

Trochę czekaliśmy na zejście do autobusu, ale miłe panie powiedziały, że nie ma sensu, abyśmy marzli na dole.

Na Chopinie jest już darmowy intenet na całym terenie lotniska. Nie ma już więc tych nieprzyjaznych maszynek z kodami do wi-fi. PGE postawiła zaś przydatne stacje z ładowarkami, co eliminuje też płatne automaty z chargerami.


Ta pani już wie, że to będzie trudny rejs


Wchodziłem tyłem razem z dużą grupą kibiców i wygrałem. Oni celowo zajęli hurtowo tylne rzędy w liczbie dwunastu. A zanim przednim wejściem weszli inni pasażerowie miałem dość duży wybór wolnych miejsc w środkowej części samolotu. Wybrałem miejsce 18 F na skrzydle. Lekko licząc kibice zajęli w sumie z 20 rzędów, czyli na mecz jedzie silna grupa ok. 120 osób. Przynajmniej tym samolotem. Wszystkie rzędy nie są jednak szczelnie wypełnione. Na przykład obok mnie dwa fotele pozostały puste.

Kapitan rejsu W6 1382 zapowiedział, że jest pochmurnie w CRL, ale cieplej niż w Warszawie, bo 9 stopni. Kibice zachowywali się głośno, ale grzecznie. Przynajmniej przed startem. To nie będzie łatwy rejs dla obsługi pokładowej. Kilka przyśpiewek pokładowych?

Nigdy nie spadnie, samolot nigdy nie spadnie
Oddaj piersiówkę, Dagmara oddaj piersiówkę (to chyba do stewardesy albo koleżanki kibicki)
Złodziejsko-przemytniczy klub to Legiaaaaa Warszawaaaa

Ruszyliśmy zgodnie z planem o 18:20. Lot ma potrwać około dwóch godzin. Wizzair jak zwykle A320. Nr rej. HA-LYD. Tego dnia wcześniej obsługiwał jeszcze rejs do Londynu Luton i z powrotem, a teraz rotacja z Brukselą.


Już jak wchodziłem do samolotu, zaczęło kropić.
Dowiaduję się, że od nowego roku Wizzair będzie latał do Lizbony, Bergen i Dortmundu z Warszawy, a w rozkładzie jest też Malta. A więc idą z Ryanairem łeb w łeb w konkurencji o tzw. destynacje.

Pół godzinie po starcie jeszcze raz odezwał się kapitan Konrad Jaczkowski. Opowiedział o osiągnięciu wysokości przelotowej 11300 m i prędkości 800 km/h. Polecimy nad Wrocławiem, potem zwrot w stronę Berlina, potem nad Hannoverem i kierunek Bruksela.

Najwyraźniej kibice otworzyli flaszki, bo kapitan pogroził, że jest kilka środków dyscyplinujących, które może zastosować, jeśli się nie posłuchają poleceń załogi.

Niektórzy zawodnicy zasnęli głowami na rozkładanych stolikach. Jednego przechył pokonał podczas korzystania z toalety. Aż widziałem zawstydzoną minę stewardesy, która zasugerowała mi skorzystanie z drugiej. Musiałbym się przebijać przez cały samolot, grupę kibiców i jeszcze stać w kolejce. Podłoga wyglądała trochę jak w ubikacjach w pociągu. Więc tragedii nie było.




Charleroi to dużo lotnisko jak na port dla tanich linii. Ale było też jedną z pierwszych baz Ryanaira na kontynencie europejskim jeszcze na początku poprzedniej dekady. Z góry wygląda imponująco choćby ze względu na zajmowaną powierzchnię.

Chóralny śpiew po dotknięciu płyty. Lepsze to niż częste obciachowe oklaski po wylądowaniu. 

Potem niedługie oczekiwanie na bagaż z niespodzianką. 





W tym samym czasie wylądował jeszcze samolot Ryanair z Madrytu, a nasz miał nawrotkę do WAW o 21:00. To właśnie tym rejsem wracam w piątek. Nie zazdroszczę tym pasażerom, załoga raczej nie zdążyła dokładnie posprzątać po kibicach. Dość długa droga do odbioru bagażu. Niestety nic nie urozmaica spaceru wzdłuż wąskiech betonowych korytarzy oprócz raptem kilku reklam. Na tablicy przylotów sporo miast hiszpańskich: oprócz wspomnianego Madrytu także Malaga, Alicante, jest też Gran Canaria. Loty obsługiwane przez JetAirFly.com z grupy TUI.

W oczekiwaniu na bagaż sięgam po magazyn lotniskowy CRL. Nazywa się Gate. A w nim już na drugiej stronie okładki reklama polskiej linii 4You, która nie wystartowała nigdy, ale przynajmniej o reklamy się postarała.

Nie zaoszczędziłem w ogóle, kupując bilet z dwudniowym wyprzedzeniem online, bo normalnie w kasie po przylocie też by mnie kosztował 14 euro w jedną stronę. Oszczędności jak widać wszędzie dotyczą zakupów z dużym wyprzedzeniem. Przystanek autobusowy znaleźć jest bardzo łatwo. Po prostu po odbiorze bagażu kierujemy się za strzałką bus i wychodzimy praktycznie na przystanek. Tam formuje się kolejka, a autobusy odjeżdżają co 20 minut. 

Z frytkami do autobusu kibiców wpuścić nie chcieli i powstało małe zamieszanie, bo kontroler biletów poszedł do środka za gościem z frytami, a w międzyczasie następni zaczęli wchodzić do środka.
Na szczęście grupy się podzieliły na tyle, że do jednego autobusu zdążyło wejść może kilku, więc można było liczyć na względny spokój.


Po wrzuceniu bagażu do luku, kontroler skanuje mi wydrukowany bilet i zajmuję miejsce w środku. Bilety można kupić w kasie tuż przy stanowisku oczekiwania na autobus (do kasy kierują strzałki), na stronie flibco.com albo poprzez stronę lotniska CRL. Bardzo praktyczne informacje wyświetlane na ekranie nad kierowcą. Dzięki danym o pogodzie wiem, że poza Polską są miejsca, gdzie jest już sporo poniżej zera. Unikać Belgradu! Bardziej przydatne są informacje o czasach odlatujących albo przylatujących na CRL samolotów. Niestety poza 3-4 planszami z newsami po flamandzku i reklamą przewoźnika - nic więcej nie pokazują. Po zapętleniu robi się to dość irytujące. Przy drodze w ciemności też żadnych ciekawych widoków. Nudna autostrada do Brukseli. Pozostaje więc obserwowanie skali pogodowej w różnych miastach w Europie i marzenia o tym, by znaleźć się na Rodos albo w Barcelonie, gdzie aktualnie jest kilkanaście stopni. Można też zająć się pisaniną na bloga.

Kilkanaście minut przed Brukselą jakiś silos, może komin elektrowni, efektownie oświetlony kolorowymi LEDami. Jedyny highlight na drodze do miasta. Nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ale można tę iluminację zobaczyć na tej stronie


Autobus podjeżdża przed stację kolejową Midi-Zuidstation, ale nie zatrzymuje się przy wejściu, przy którym od razu mamy metro czy tramwaje. Trafienie do największego węzła z przystankami tramwajowymi może być trochę tricky, bo trzeba przejść całą stację - aby wyjść po przeciwnej stronie, a do tego jeszcze znaleźć zejście na poziom -1. Bilety można kupić w automatach, ale przyjmują tylko karty albo monety. Na szczęście o godz. 22:00 było jeszcze otwarte zwykłe okienko kasowe z żywym człowiekiem w środku :) 
Kupiłem bilet na 5 przejazdów za 8 euro. System tramwajowy przypomina mi nieco ten z Bostonu - tramwaje jeżdzą po powierzchni, ale na stację wjeżdzają w podziemia.
Proszę Państwa, tutaj na stacjach puszczają z głośników muzykę klasyczną. Przynajmniej w nocy. W dzień będzie trochę popu. Witamy w Brukseli!


Ku przestrodze napiszę to jeszcze raz. Na stacji Midi Zuid bardzo łatwo się zgubić. Jest kilka różnych wyjść po każdej stronie torów. Autobus na lotnisko czeka akurat przy tzw. wejściu głównym, które jednak jest najmniej efektowne. Trochę zamarudziłem przy dojeździe na stację, bo jeszcze musiałem się wrócić po bagaż do hotelu. 









W efekcie trafiłem na autobus, który odjeżdżał na lotnisko dopiero o 19:00. Zacząłem się na poważnie obawiać, czy zdążę na rejs W6 1381 o 21:00. Na karcie pokładowej złowroga informacja, że bramka zamyka się o 20:20. Trasa trwała jednak ok. 50 minut mimo piątkowego wieczora, co wystarczyło jeszcze, by nadać bagaż (kolejki brak) i spokojnie przejść przez kontrolę bezpieczeństwa. Na CRL jest dość niewygodne wąskie gardło - korytarz, który dopiero po kilku metrach rozdziela kolejkę na kilka ogonków taśmami.

Nie zdążyłem zwiedzić lotniska, ale wpadło mi w oko pianino, jedno z takich, jakie niedawno stały na warszawskich ulicach. W sklepie wolnocłowym ceny słodyczy niewygórowane, więc na czekoladki można sobie pozwolić, zamiast kupować je w mieście. Na lotnisku jest także trochę lokali gastronomicznych i bar, gdyby ktoś miał ochotę na piwo przed lotem.

Ja to mam pecha do tych kibiców. Tego wieczora do Polski odlatuje tylko WizzAir i to akurat do Warszawy. Ryanair do Modlina mógł odlecieć pół godziny wcześniej wcześniej. Wizzair lata stąd tylko do naszej stolicy. W sumie mogłem przewidzieć, że wracać będę także z tym wesołym towarzystwem. W końcu mecz był w czwartek wieczorem, więc kiedy mieli wracać, jak nie w piątek? Chyba się jednak grupy podzieliły na te dwa samoloty odlatujące dziś wieczorem. A że Legia przegrała 1:0 to i nastroje już nie takie bojowe. Choć pite było... Głośne rozmowy przez cały czas, zwłaszcza że panowie rozlokowali się grupkami po całym pokładzie. O spaniu mogę zapomnieć.

Boarding o 20:25. Załadunek w miarę sprawny, biorąc pod uwagę okoliczności :) Tym razem samolot oełny. Na pewno więcej pasażerów niż w środę. Start punktualnie o 21:00 zgodnie z planem. Z góry CRL to faktycznie wygląda na całkiem spory port lotniczy. Lata się stąd nawet do Dubaju (Pegasus przez Stambuł). I to codziennie.

Samolot tym razem nieco starszy zdaje się. HA-LWD. Przyleciał trochę wcześniej z Warszawy, a jutro rankiem poleci z niej do Paryża (BVA). Mam wrażenie, że mniej miejsca na nogi, ale to pewnie złudzenie. Zamiast siatki plastikowy stelaż i otwór na gazety i barf bag. To pewnie przez to wszystko te parę centymetrów roni różnicę. Tym bardziej, że jak to w low costach, foteli odchylić się nie da. Rząd 20, miejsce A przy oknie, obok mnie pusty fotel i przy przejściu jakaś pani.

Tym razem kibice byli po prostu znośni. Nie sprawiali kłopotów. Trochę tam sobie pokrzyczeli czasem tylko. Coś tam zaśpiewali. Jeden pan ściągnął koszulkę. Kapitan nie odezwał się podczas lotu, podając dopiero komunikat "cabin crew prepare do descent" o 22:15. Lądujemy mocno przed czasem. 22:35 zamiast zapowiadanych 1:50, jest 1:35.

Trochę się jeszcze towarzystwo niemrawo rozśpiewało w autobusie w oczekiwaniu na ruszenie pojazdu w stronę terminalu. Ja zdążyłem tam  jeszcze wypłacić pieniądze i skorzystać z toalety. A po przejściu do karuzeli bagaż już na niej na mnie czekał, wesoło kręcąc się w kółko.


Nasi tu byli


Niespodzianka dla półmilionowego pasażera lotowskiego Dreamlinera

Niesamowity flash mob show. Reklama dla LOTu, lotniska i świetna zapowiedź musicalu "Mamma Mia" w Teatrze ROMA.