Friday, December 16, 2011

Ostatni etap, ZRH-WAW



W poczekalni przy bramce robi się swojsko. Głośne okrzyki rodaków, przekleństwa, dowcipy. Trochę Polaków z Zurychu wraca do kraju. Niektórzy wyglądają na robotników kursujących miedzy starą i zarobkową ojczyzną. Ale wiele osób wygląda na wracających z nart. Później na taśmie na Okęciu "wyjedzie" trochę plecaków z butami narciarskimi.



Czekamy na lot LX 1352 do Warszawy, który dla Swiss obsługuje niemiecki przewoźnik Contact Air. Wysłużony Fokker 100 w malowaniu Star Alliance. Zabiera na pokład ok. 100 osób. Układ 2+3. Przed wejściem prośba obsługi, aby ze względu na ograniczone miejsce w samolocie zostawiać przy bramce większy bagaż, który zjedzie do luku. Mam miejsce na skrzydle 12F, dokładnie przy awaryjnie otwieranym oknie. Plus jest taki, że dużo miejsca na nogi. Ze względów bezpieczeństwa nie mogę pod fotel przede mną włożyć swojej torby, ale bez problemu znajduję miejsce nad głową. Akurat z tym miejscem nad głową to nie miałem problemu na żadnym odcinku tej podróży. Schodziliśmy rękawem. Przywitała nas obsługa pokładu. Jedna z dwóch pań zachowała kamienną twarz przez całą podróż. Druga na szczęście się uśmiechała.




Kapitan Klaus-Peter Kopp (Koch?) mówi o 10-minutowym opóźnieniu, bo jakiś pasażer nie zgłosił się i trzeba teraz przekopać dwie tony bagażu. Duże reklamy HSBC na rękawach, już chyba gdzie indziej to też widziałem. W Warszawie na rękawach rządzi Citi Handlowy. Cały czas leje. Długo też czekaliśmy na start w kolejce. Ostatecznie wznieśliśmy się o 17:40, a mieliśmy o 17:15. Ale w powietrzu bardzo ładnie nadrobił i wylądowaliśmy o 19:05 - pięć minut przed czasem. Do picia Polacy w większości biorą, a jakże - alkohol. Ja od pamiętnego lotu do USA Austrian Airlines (a właściwie wówczas jeszcze Niki Lauda Air) unikam wina kilkanaście kilometrów nad ziemią.



Chłodne kanapki z szynką a przy wyjściu czekoladka Swiss z życzeniami, jak przy poprzednim rejsie. 30 minut przed lądowaniem pierwszy oficer opisał, że lecimy nad Wrocławiem i Łodzią. Ładne posadzenie maszyny. Myślałem, że skoro w większości na pokładzie rodacy, to będą bić brawo, ale nie :) Światowcy! :) Niestety w Warszawie musimy zejść do autobusu. 2 stopnie. Plus taki, że przynajmniej tutaj nie pada. Przy karuzeli czekam z 10 minut, a potem hyc do taksówki. I do następnego lotu...

No comments: